Lejek w jogowym biznesie nie musi oznaczać agresywnej sprzedaży. To po prostu ścieżka, po której osoba przechodzi od „widzę Cię pierwszy raz” do „chcę przyjść na zajęcia”.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy tej ścieżki nie ma. Ktoś widzi Twój post, polubi relację, może nawet zapisze sobie warsztat, ale nie wie, co zrobić dalej. Albo wie, ale odkłada decyzję, bo brakuje mu jednego konkretu: ceny, terminu, opisu poziomu, zaufania albo prostego linku do zapisu.
Lejek nie jest sztuczką. Jest porządkiem w komunikacji.
Pierwszy etap: rozpoznanie
Na początku osoba musi poczuć: to jest o mnie. Tu działają treści, które nazywają sytuację: spięte ciało po pracy, trudność z odpoczynkiem, powrót do ruchu po przerwie, lęk przed pierwszymi zajęciami, potrzeba spokojniejszego rytmu.
Nie sprzedajesz jeszcze karnetu. Pomagasz osobie rozpoznać, że jej potrzeba ma miejsce w Twojej pracy.
Drugi etap: zaufanie
Zaufanie buduje się przez konkret: jak prowadzisz, dla kogo są zajęcia, czego można się spodziewać, jak wygląda pierwsza wizyta, jakie masz zasady, jak myślisz o praktyce. To są treści, które zmniejszają niepewność.
Jeśli komunikujesz tylko „zapraszam”, pomijasz etap, w którym osoba potrzebuje poczuć bezpieczeństwo decyzji.
Trzeci etap: zaproszenie
Na końcu musi pojawić się jasny krok: zapisz się, wybierz termin, pobierz materiał, dołącz do newslettera, zarezerwuj miejsce, napisz wiadomość. Bez tego lejek kończy się na miłym odbiorze treści.
Dobry lejek dla nauczycielki jogi nie popycha. Prowadzi. Dzięki temu sprzedaż nie musi być głośna, bo kolejne kroki są czytelne.
Jeśli chcesz najpierw zobaczyć szerszy fundament tego tematu, zajrzyj też do artykułu o tworzeniu lejka sprzedażowego dla jogowego biznesu.