Oferta online nie jest obowiązkiem każdej nauczycielki jogi. Ale może być bardzo sensowna, jeśli chcesz przestać opierać cały przychód wyłącznie na godzinach przy macie.
Wiele osób myśli o ofercie online dopiero wtedy, kiedy są zmęczone prowadzeniem zbyt wielu zajęć albo kiedy sala nagle się nie zapełnia. Wtedy pojawia się pomysł: może kurs, może nagrania, może coś cyfrowego. Problem w tym, że oferta online zrobiona w panice często staje się kolejnym projektem do dźwigania.
Najpierw warto zapytać spokojnie: po co mi oferta online i komu ma pomóc?
Oferta online ma przedłużać Twoją pracę, nie udawać inny biznes
Jeśli prowadzisz spokojne zajęcia dla osób zestresowanych, online może być krótkim programem regulacji po pracy. Jeśli uczysz początkujących, może być mini kursem pierwszych kroków. Jeśli robisz warsztaty, może być nagraniem uzupełniającym albo materiałem do pracy własnej.
Nie zaczynaj od formatu. Zacznij od potrzeby, którą już dobrze znasz z sali, wiadomości i rozmów z uczestnikami.
Nie każdy produkt musi być kursem
Kurs brzmi poważnie, ale nie zawsze jest najlepszym startem. Czasem prostsze będą konsultacje online, pakiet nagrań, mini sekwencja, PDF, płatny newsletter albo jednorazowe spotkanie tematyczne. Im mniejszy format, tym szybciej sprawdzisz, czy temat ma sens.
Oferta online nie musi od razu zmienić całego modelu biznesowego. Może być małym, dobrze zaprojektowanym elementem, który daje uczestnikom ciągłość między spotkaniami.
Jeśli chcesz połączyć ofertę online z szerszą ścieżką sprzedaży, wróć do artykułu o lejku sprzedażowym dla jogowego biznesu.